Wednesday, February 04, 2009

Benkyou!

Od mniej więcej pół godziny (stan z 04:11) zastanawiam się gdzie tu jeszcze zalinkować się w tym świecie hipertekstów żeby uciec od pisania pseudo-recenzji. Oto i pomysł genialny w swojej prostocie: napiszę coś na blogu, bo przecież nie pisałam tutaj miesiące całe, a samo pisanie zajmie mi zapewne chwilę dłuższą. Więc proszę- notka.
Melduję, że sesja trwa. Studiuję jeszcze, ba nawet do któregoś tam marca mam pochwalić się pierwszym rozdziałem pracy mej mgr, która jak dotąd nie ma dobrze sprecyzowanego tytułu i bibliografii dobranej (inną rzeczą jest, że jeden z poruszanych przeze mnie obszarów tematycznych bibliografii jakoś nie posiada. Ziemia niczyja, śmieszy przestrasza!), czyli jest wszystko po staremu! Czyli wszystko gra.
Zdjęć portretujących ten stan rzeczy nie będzie, bo przyjaciel aparat powędrował na obrzeża Poznania, by przysłużyć się w dokumentowaniu pierwszych tygodni życia nowego członka naszej rodziny.
Małe stworzenie przyczyniło się do złamania pewnej obietnicy, bowiem żeby sobie podpatrzeć jak wygląda to człowiecze trzy kilo zarejestrowałam się w serwisie społecznościowym, w którym miałam się nie rejestrować. W efekcie czego w mojej skrzynce e-mailowej pojawiają się co dzień kolejne wiadomości. które każą się perwersyjnie klikać. Niby nie muszę sprawdzać i otwierać, ale ciekawość bierze górę (sprytny mechanizm serwisu...). Kolejne postanowienie jakie założyłam sobie kiedy już pierwsze poszło w cholerę tak zwaną, to szanować resztki anonimowości, a zatem nie wklejać zdjęć i nie pisać nic co by mnożyło wirtualne byty ponad miarę. Amen.
Na koniec ślę pozdrowienia wszystkim, którzy tu jeszcze, bądź z przypadku zaglądają i życzę dobrego nowego roku. Na oficjalny z życzeniami się spóźniłam, ale chiński zaczął się niedawno, więc przymknijmy oko.

Tuesday, June 24, 2008

banzai!

Muahahahahahaha! A mój Chłopiec jest studentem architektury na poznańskim aspe! sasasasasa!

^_______^

Thursday, April 10, 2008

kekkon

Pozwalam sobie na zamieszczenie kilku zdjęć z wesela siostry, by tradycji stała się zadość. Mieliśmy pecha do pogody i większość zdjęć robiona była w zamkniętych przestrzeniach, z nienormalnym światłem i krótką lampą błyskową. Z góry uprzedzam prośbę Córki- tak zgram wszystkie na płyty i będę Wam słać, ja posłaniec dobrej nowiny (swoją drogą, jaka będzie żeńska wersja od posłańca? Bo przecież, że nie posłanka... Może posłańczyni? <- chyba nie, bo mój mądry edytor tekstu zaznacza mi czerwoną krechą).
Chcę tylko powiedzieć, że zostałam ostatnią panną na wydaniu w rodzinie J. Nie umiem tańczyć towarzysko, nie lubię zwiewnych sukienek i bardzo chciałabym mieć skromne wesele, które pasowałoby gustom moim i "mojego pokolenia"- takie gdzie mogłabym puścić na przykład pj harvey, czy moje japońskie melodyjki i nie musiała słuchać "jej czarnych oczu". Ale tak to już jest, że trzeba godzić gusta i iść na kompromisy. Gdzieś po głowie chodzi mi jeszcze jakaś tajemnicza ucieczka i ślub może niekoniecznie w Las Vegas, ale w jakimś cichym Gdzieś.
I Córko, tylko my wiemy, jak bardzo skomplikowanym organizmem jest nasza rodzina, jak bardzo trzeba nam uważać by nie pociągnąć za nieodpowiednie struny i co dzieje się w konsekwencjach jeśli któreś to zrobi. I to mi uświadamia jeszcze coś: jestem duża. Nie chcę mówić, że dorosła, ale ten tak zwany ciężar odpowiedzialności zwiększa się z roku na rok, ze spotkania przy wspólnym stole na kolejne spotkanie. Zostało mi jeszcze trochę rabatów i ulg, ale już niedużo.









Była śliczna i taka klasyczna i taka bardzo, jak ona. Wchłaniałam to jej szczęście życząc im tak po prostu, żeby było dobrze. A jak będzie źle, to my pomożemy.
W końcu jesteśmy rodziną.

Wednesday, October 24, 2007

TADAIMA ~!!

Z braku zapału i pomysłów cicho tu.
W tak zwanym życiu prywatnym możnaby powiedzieć, że sporo się dzieje, jak i to, że nie dzieje się w zasadzie nic. Zawieszenie w bałaganie i niepewność. Przygnębienie przełamuję czekaniem, którego rytm jednostajny podpożądkowuję oglądaniu różności i przeszukiwaniu sieci na różne projekty, do których mam nadzieję niedługo znajdę zapał.

W ramach akcji "Napisz nową notkę!" powklejam takie tam miniaturki video-yutubowe.
Wszystkich animofili, którym brak jest czegoś świeżego w j-animacji i nie tylko ich zachęcam do zapoznania się z twórczością Studio 4°C. Natomiast każdemu bez wyjątku polecam obejrzenie tegoż anime. Zwłaszcza kiedy za oknem buro, a w mieszkaniu kiepsko grzeją.


Kung-fu Love, 3 short film z serii Amazing Nuts!


End of the World, 2 short film z serii Punch


Passion, videoklip dla Utady Hikaru

I tyle. Na koniec pozdrawiam Córkę !
(\__/)
(O.o) <~ to królik, a to coś pikapika dla Ciebie ~> (>'-')>
( > < )



Friday, June 01, 2007

Dreamgirl

Jestem egzaltowana. Cóż...
Ten tydzień miał być najpewniej, w jakimś odległym założeniu, podjętym zapewne po którymś z odcinków Herosów, próbą. Jakimś sprawdzianem (tfu, tfu, kolokwium). Był, czy nie był, oto jest pytanie.
A ja wiem tylko, że teraz powinnam siedzieć w jakiejś małej salce i wytężać swój umysł w poszukiwaniu jakichś szczątek wiedzy na tematy, o których jeszcze trochę pomilczę.
I co ja mam z tym zrobić? Jak temu zaradzić? - pyta Chłopiec.
Nie da rady. Oba jesteśmy leniwe pierogi. Nie zmieniło nas nasze zacne liceum, które to podobno wzmaga dyscypline w człowieku, to tym bardziej spuszczeni z rodzinnej smyczy będziemy hasać po łąkach i polach nieświadomi swojej głupoty.
Takie z nas dwa beznadziejne przypadki, choć trzeba przyzać, że Chłopiec właśnie wymachuje nogami do żabki, a chlor mu twarz bryzga. Tym samym staje się moim bohaterem i wiem, że mu zależy. Wstał rano, znowu narobił szumu pakujać tzw. slipki w jednorazówkę, a ja tylko snem zamroczona powiedziałam: dałeś radę. A on na to: dałem. Pomyślałam: zwycięstwo.
Do mojego daleko. Od tygodnia mobilizuję się do przeczytania ostatniego rozdziału Bialostockiego, żebym mogła zwrócić książkę pilnie na nią oczekującej bibliotece wojewódzkiej. Biblioteka mnie ponagla, wiem, że za to wdzięczne ponaglenie zapłacę, ale trzymam się wersji, że ta cegiełka zmieni się w kolejne wydanie być może Białostockiego, albo takiego nie egzystencującego nigdzie Panofskiego i radość studentów będzie wielka, oj wielka.
Wracamy na weekend do domu. Spotkam się z rodziną i z kotem. Mam radość. To będzie ostatni wyjazd przed sesją. Z perspektywy takich przyjazdów i odjazdów dom zyskuje zupełnie inną wartość. Podobnie jest z Poznaniem. Mam tu zapamiętanych mechanicznie kilka tras, głównie autobusowychi cały czas czuję się jak turysta. Moje rodzinna miasto, choć brzydkie i jestem w stanie przejść piechotą z centrum do domu bez mrugnięcia okiem, miejsce, w którym nic się nie dzieje, choć wszystcy mówią, że postawiono bulwar i nowe centrum handlowe jest już w drodze, w każdym razie to miasto za którym nie przepadam jest jednak moim miastem. Udomowionym.

I tym nostalgicznym akcentem zakończę popijając kolejny łyk Żywca (Zdrój), a w przyszlości dorzucę jakiś update ze zdjęciami, bo treści nowej chyba póki co nie będzie, jako że mam niewiele do powiedzenia.

Friday, April 20, 2007

pierrot le fou

Kilka przypadków Pana Kacka:
(zdjęcia nowe czekają gdzieś trzymane w aparaciej pamięci, póki co odgrzewane kluchy)





Zacznę od opisania miejsca zdarzenia i niech to posłuży za "be aware of" ciągu dalszego tego opowiadania.
Zatem siedzę przy stole, a Chłopiec śpi na łóżku. Nie wiem jak długo śpi. Pasowało by jeszcze dopisać, że nie wiem która godzina, ale zdałam sobie sprawę, że zegarek komputrowy znajduje sie koło innych kilku ikonek i że podobnie jak one jest raczej widoczny. Przed osiemnastą. Chłopiec powiedziłby, że to już koniec dnia. Ja poprzestanę na stwierdzeniu, że jest to kolejna godzina mojego NNR. Nic Nie Robienia. Na zewnątrz powiewa pewnie kuszący wietrzyk w kolorach wczesnowiosennych, tej niegrzecznej Wiosny Pani, która rzuciła na mnie jakąś klątwę. Ale. "Dajdziobu!", jak powiadają Japończycy. Nadchodzi chwila wielkiego Przebudzenia, moje zbawcze satori.
Satori Seszyn.
Wszystkie moje ambitne przemyślenia bledną proszę państwa. Za każdym razem gdy wchodzą w grę wielkie nazwiska jestem zmuszona spóścić głowę. Prawda to, że nie można zabronić mi własnego zdania mieć, ale mętny mój dyskurs. Krucha wiedza. I płocha. Użyłabym jeszcze kilku metafor ale nie chcę popadać w zbytni pesymizm, tak czy inaczej jest to totka o niczym. O bezmiarze bałaganu na moim stole, niepozmywanych naczyń, niepowyrzucanych sreberkach po czekoladach i ledwie nadgryzionych długopisem notatkach... Zaniedbanie powinno być największym grzechem. Kiedyś obudzi mnie koszmar, w którym zakopuje Talenty w ziemię. Nie ma na to usprawiedliwienia.
A przecież mam fantastyczne studia. Serio. Chleba po nich nie będzie, ale co za satysfakcja.
W poniedziałek dzień wielkiej 20% obniżki w Kapitałce. Idziemy kupić książki, które być może kiedyś przeczytamy. Chłopiec już liczy ile najwięcej zaoszczędzimy wydając określoną sumę. Doszliśmy do 200zł i zrobiło to na nas wrażenie.
Takie z nas dwie puste deski.

__________________________________
** w tekście tym zamiast słowa "notka" pojawił sie dziwny nowo-twór. Postanowiłam go zostawić ze względów estetycznych.

Tuesday, February 20, 2007

Już wtorek?



Seria ornitologiczna:
(ponieważ mamy takich przyjaciół za oknem, którzy odwiedzają nas codziennie. Zdaje się, że zgubili drogę nad morze, albo to ja mam błędne Bedeutung rzeki Warty... proponuje w powiększeniu, tak tak.)

Dziś nie będę narz/żekać.
Dziś mi w uszach gra.
;)))
_____________________
muzyka z anime honey and clover, miałam farta. Znalazłam sieciowe radio. Kto ma ochotę niech sobie posłucha.
(mam sentyment do muzyki z anime, a już z tego anime jakoś szczególnie...)
**klik!**