Thursday, June 29, 2006

Czerwiec '56- rocznica (nokturn)

Zacznę od tego, że kiepski ze mnie fotograf nocnych imprez plenerowych... Ze stu siedmiu zdjęć jakie zrobiłam zaprzyjaźnioną cyfrówką, może 20% nadaje się do użytku zewnętrzego. Przed rozpoczęciem imprezy dzwoniłam poddenerwowana do Chłopca z informacją, że noc nadchodzi i co mam robić? No przecież nie będę używac fleszu! flesz mial swoje pięć minut, jednak nic dobrego z niego nie wyszło. Znalazłam taką madamme- włóczykija, która niewiele wyższa ode mnie ze swoim super dalekosięnym obiektywem i elefanckim statywem próbowała uporać się z lasem głów wyrastającym przed jej oczami. Zrozumiałam, że nie tylko mnie ciężko na duszy... (;) )
Plac adama Mickiewicza. Oratorium na dwustuosobowy chór dwie primadony operowe plus węgierską diwę oraz taką orkierstrę, że ciarki przechodzą z wrażenia. Na kanwie muzyki filmowej z połaczenia h.pottera i Kaczmarkowego Marzyciela, pan laureat oskara, co podkreślało się w każdym niemal niusie na temat rocznicy obchodów, zafundował muzyczną hybrydę w hołdzie dla "zbuntowanego miasta".
Teatr Ósmego Dnia. Premiara: "Czas matek"
Pierwszy raz przyszlo mi oglądać coś takiego. Marzenia podlotka zostały spełnione. Dziękuję Kindze, że gotowa była sterczeć razem ze mną do drugiej godziny mroźnej nocy i rozmasowywać mi zziębnięte paluszki.


Ostatnie etapy walkie jeszcze przede mną. A potem dom. Wycieczki rowerowe z chlopcem, spacery z kotem po okolicznych chodnikach- dwa tygodnie normalnej prozy życia. Przepraszam za patos, ale wczoraj skusiłam się na podczytanie zaeglych tygodników forum i przekroju i jakoś tak milo mi się znowu normalnie zrobiło...
(counting the days 1,2,3,4...n)

Friday, June 23, 2006

Czas deszczu


Pora deszczowa niemalże jak w Japonii. Intensywnie przeżywamy burze...

A mnie źle i okropnie, bo rozbiłam się ambicjami o kolejny egzamin. byle do końca przyszłego tygodnia...


Problemy, problemy, problemy...

Proszę państwa, na czym polega ta dręcząca mnie od kilku dni "magia" tegoz serwisu, żem nie mogę pożądnie zdjęc powklejać co by się jakieś "poskrobane", nieuładzone, spikselowane nie wydawały? Wszystko wydaje się na swoim miejscu, a tu proszę: klops. No już dwa razy z rzędu! W tym musi być jakiś spisek, albo jakieś odgórne demoniczne moce chcą żebym się znowu z adresem przenosiła gdzie indziej... a ja już nie mam pomysłu gdzie (chyba już tylko blox mi został...). Zobaczymy jak wyjdzie tym razem. Nie lubię kompromisów, więc w razie czego przeprowadzka gwarantowana. W gruncie rzeczy jeszcze się nie rozkręciłam...
(ps. to zdjęcie lubię i uważam pomysł z lawkami za rewelacyjny.. ;) )