Sunday, August 20, 2006

one step to the edge

Zdecydowanie opadło ciśnienie. Wakacyjnie, leniwie. Filmostrada, tralala, z Chłopcem. A gdzieś tam hen zza morza dochodzą maile, że bezrobocie, w sensie, że panna Paulina nadal bez-roboty. A ja tu się bycze kulturalnie u boku Chłopca mego zarzywamy luksusów internetu i sztuki filmowej wysokiej, no ba! A gdzieś tam zza oceanu jakaś panna myśli o metrze, a raczej o poznaniu go dogłębnie, od podstaw... Powiedziałabym: wracaj panno! ale rozkładając to na czynniki pierwsze, wraz z warstwą ukrytą wiem, że nie tędy droga. Niedługo i ja będę musiała odgrzać swoje priorytety, pomyśleć o spłaceniu długów i innych takich.


Monday, August 14, 2006

My brothers marriage

Się weseliło w ten weekend.
Gorzów się ze Szczecinem żenił, a powtało z tego urocze dzieciątko, czyli Poznań w rzeczy samej proszę państwa, na dwa mieszkania i królika. Panna pod ramię Chłopca swego wzięła, spełniła rodzinny obowiązek. Przy okazji złapałam "polski" klimat. Trzeba pójść na wesele, żeby poczuć się z powrotem w ojczyźnie, taki był mój wniosek. Przytupywajki i krokiety z barszczem czerwonym to ostra odmiana po hinduskich pop-piszczajkach i przesłodzonych plackach rushi... Uwielbiam hindi-food za chilli. Wszystko co pikantne nie jest mi obce, w odróżnieniu od Pauliny, która wszystko co pikantne od razu brała pod grubą krechę. Co do Polskich klimatów: przytupywać nie potrafię, ale krokiety uwliebiam. Co do hinduskich slubów rzecz sie ma nastepujaco: dwie sale- jedna dla grooma, druga dla beautiful bride. Kiedy ona, warz ze swoim orszakiem niewiast przestąpi próg swej sali, żaden mężczyzna nie ma prawa go przekroczyć. Panna ma przygotowaną swoją lożę, znaczy zestaw krzeseł, na których spoczywa ona i jej swita, a 30% zebranych gosci w promieniu 180 stopni obslizguje ja swoimi fleszami. Reszta elegancko rozsiada sie wokol kilkudziesieciu stolow i czeka az ich obsluza... Kiedy juz zeladki wszystkich zostana obdarzone odpowiednia iloscia chilli i curku, pan mlody laskawie ze swojej sali uroczystym pochodem w ktorym uczestnicza wszyscy zebrani goscie w jego sali, udaje sie do panny mlodej by tam wziac ja w swe ramiona. Co do ramion pewna do konca nie jestem bo musialam nakladac swieze obrusy na nowa uroczystosc weselna, a konwoj weselnych gosci uniemozliwil mi dokonanie szczególowych obserwacji...







Swoją drogą, zastanawiam się kiedy zmienią się nasze zwyczaje. Oczepiny wywlekają z ludzi tyle emocji, a może to alkohol robi swoje wczesniej? Pewnie jedno i drugie. Rytmy disco i przeboje z 68 roku, kiedy mama moja miała lat nascie i wspomienia...

Monday, August 07, 2006

Part one: neighbourhood

Nie wiem od czego zacząć.
Może najłatwiej od własnego podwórka? Dzielnica w strefie trzeciej. W zasadzie na pograniczu strefy 3 i 4. Czyli już niebardzo turystycznie... ale koszów na śmieci na ulicy i tu nie uświadczysz. Podobnie z ławkami dla spragnionych odrobiny odpoczynku pielgrzymów. East Ham to dzielnica kolorowych. Każda dzielnica ma swoją główną High Street wokół której rozmieszczona jest wszelka miejscowa działalność handlowo- gospodarcza. W przypadku East Ham High Street było to głównie hinduskie kramiki odzieżowe, gdzie główną atrakcją były stylowe sari we wszystkich kolorach benetonu (fani bollywoodu wiedzą w czym rzecz, a dla mniej zorientowanych umieszczę za jakiś czas zdjęcia autorki przebranej za hinduskę). Poza tym miejscowe junk foody, z kuchnią hinduską z tajemniczym napisem 'halal', który w końcu rozszyfrowaliśmy jako ichni odpowiednik potraw koszernych. Poza tym miejscowe biedronki, czyli sieć sainsbury, produkująca najlepsze serki czosnkowo-ziołowe do obrzydliwych tostów, których nie planuję jeść przez następne pół roku conajmniej. Oprócz tego kusiły wszelakie niebylejakie promocje. Anglicy mają tendencję do sprzedawania rzeczy 3 w cenie 2, albo 2 ale zaoszczędzasz X funtów. Albo wielopaków. Kusi wszystkie możliwe odmiany czekolady Cadbury- odpowiednika naszego rodzinego Wedla. Poza tym rynek zbytu nie obyłby się bez hinduskiej elektroniki, gdzie uraczyć nas można wszystkim co ma śróbki, płytki, słuchawki, i co musisz posiadać, tylko jeszcze o tym nie wiesz. Oraz usługi reparacyjne pt. zdjemujemy simlocki z każdego modelu telefonu komórkowego. Co jest grubą przesadą. Ponieważ żaden z owych przemiłych hindusów prezentujących uśmiech numer 5 za każdym razem jak widzą cię na horyzoncie, nie potrafił zdjąć simlocka z mojego zacnego siemensa. Ah, przygoda. Przeszłam high street wzdłuż i wszeż, zaliczając każdego oferującego usługę się hindusa i dostając w zamian jedynie tak znienawidzone 'don't work, not easy, i'm sorry' i szeroki uśmiech...
Dom. W domu codziennie robione było pranie. Mokre szmatki schły w tych angielskich upałach bardzo szybko, ale i szybko spowrotem wchłaniały wodę, ze względu na kaprysy angielskiej pogody. Czasem słońce, czasem przelotny deszcz. Krótki i mocny, jak grad spadający w uliczny smog wielkimi kroplami. chwila wytchnienia w katorźniczych upałach. I schnąca bielizna, jak we Włoszech- motyw przewodni.