Thursday, April 10, 2008

kekkon

Pozwalam sobie na zamieszczenie kilku zdjęć z wesela siostry, by tradycji stała się zadość. Mieliśmy pecha do pogody i większość zdjęć robiona była w zamkniętych przestrzeniach, z nienormalnym światłem i krótką lampą błyskową. Z góry uprzedzam prośbę Córki- tak zgram wszystkie na płyty i będę Wam słać, ja posłaniec dobrej nowiny (swoją drogą, jaka będzie żeńska wersja od posłańca? Bo przecież, że nie posłanka... Może posłańczyni? <- chyba nie, bo mój mądry edytor tekstu zaznacza mi czerwoną krechą).
Chcę tylko powiedzieć, że zostałam ostatnią panną na wydaniu w rodzinie J. Nie umiem tańczyć towarzysko, nie lubię zwiewnych sukienek i bardzo chciałabym mieć skromne wesele, które pasowałoby gustom moim i "mojego pokolenia"- takie gdzie mogłabym puścić na przykład pj harvey, czy moje japońskie melodyjki i nie musiała słuchać "jej czarnych oczu". Ale tak to już jest, że trzeba godzić gusta i iść na kompromisy. Gdzieś po głowie chodzi mi jeszcze jakaś tajemnicza ucieczka i ślub może niekoniecznie w Las Vegas, ale w jakimś cichym Gdzieś.
I Córko, tylko my wiemy, jak bardzo skomplikowanym organizmem jest nasza rodzina, jak bardzo trzeba nam uważać by nie pociągnąć za nieodpowiednie struny i co dzieje się w konsekwencjach jeśli któreś to zrobi. I to mi uświadamia jeszcze coś: jestem duża. Nie chcę mówić, że dorosła, ale ten tak zwany ciężar odpowiedzialności zwiększa się z roku na rok, ze spotkania przy wspólnym stole na kolejne spotkanie. Zostało mi jeszcze trochę rabatów i ulg, ale już niedużo.









Była śliczna i taka klasyczna i taka bardzo, jak ona. Wchłaniałam to jej szczęście życząc im tak po prostu, żeby było dobrze. A jak będzie źle, to my pomożemy.
W końcu jesteśmy rodziną.