Jesień przybyła wraz z Chłopcem dobry miesiąc temu, tymczasem daje się odczuć w pełni dopiero teraz. Do tej pory szczelnie zasłonięta żółtą chustką broniłam się dzielnie przed wszelkim wirusostwem, które zdwójkowało w domostwie zarówno pannę Kingę jak i Chłopca. Twardo trzymam status quo, aż dziw bierze... Na weekend ogarnia mnie fala nieróbstwa, po weekendzie mam wyrzuty sumienia, generalnie myślę o tym by jakaś świeta moc zlitowała się nade mną i pokazała mi tę właściwą ścieżkę przyszłej kariery zmuszając tym samym pozostałe mi jeszcze szare komórki do większej wydajności, póki jeszcze są, póki młodam...Stojąc w zatłoczonym tramwaju mam wrażenie, że czas wcale nie ruszył z miejsca, że wiecznie będę uwięziona w takim dniu świstaka, niezdolna do jakichkolwiek zachowań kontrfaktualnych. Dziś nie różni się wiele od wczoraj niecały rok temu. I tak zataczam jakieś takie pokraczne kółko. Powiedziałam Chłopcu dnia któregoś, a w każdym razie ostatnio, że mam naprawdę ambicje żeby spróbować zacząć ten drugi kierunek, że jestem pewna co do japonistyki, że chciałabym. podkreśliłam to wypiekami na policzkach i żywą gestykulacją, wyszło mi to zupełnie naturalnie. Spotkałam się z grymaśnym śmiechem i czymś na kształt rozbawienia, ponieważ jak się okazało pół roku temu mówiłam to samo, z tą samą pewnością. Jak tu siebie traktować serio?
Spacerując z Chłopcem pod rękę, rozmawiając o naszych studiach, robiąc z
djęcia, myśląc o wspólnym kakao i zabawach z kotem, który jest bardziej nasz niż mój myślę sobie, a może i usprawiedliwiam się niecnie, że wszystko jest na swoim miejscu. i tylko jeszcze trochę, jeszcze ciut i dopnę swego, czymkolwiek mialoby to być.Jest motywacja. Tylko czasem o niej zapominam, czasem mam zbyt dużo pomysłów, żeby w chwilę później stwierdzić, że żadnego z nich tak na prawdę nie jestem warta.
Ach, przeciętność.

10 comments:
No no no!!! COś ja chyba wiem o takich planach. Wielkich, ambitnych na wskroś i tak mi sie wydaje, że jednak zycie czasem jest za krótkie, żeby to wszystko posiąść. I jednak może lepiej trochę wyluzować. Bo potem jest tak jak teraz - nic tylko jak stać tak paść. Ze zmeczenia.
Mamuś, dasz radę, córka w Ciebie wierzy, choć sama jak usłyszałam co mam zrobić by się tam dostać, to ręce normalnie mi odpadły.xD Nie martw się, nie tylko Ciebie taki minusowy zapał dopada, Pichu ma tak, hmmmm... codziennie.:D Zdolna jesteś mamuś i realizuj swoje plany, wtedy będziesz z siebie naprawdę dumna, a Ojciec nie będzie robił naburmuszonych minek.;p Pokarz na co Cię stać:) Córka jest z Tobą!!!!
No i codzienność, w sumie u córki też się nic nie zmienia, ale każdy dzień pomimo powtarzanych czynności róni się od poprzedniego. W tym wszystkim widzę kolory tęczy, nawet na takiej matmie staram się znaleść jakieś plusy, ciul z tym, że czasem nie rozumiem co Pani per Buchonko do mnie mówi, jakim językiem do mnie przemawia.xD Ty masz Ojca i Kacka, to Oni sprawiają, że każdy Twój dzionek jest pełen kolorów i radości.^^ Szczęściera z Ciebie mamuś.:)
aż takiej sielanki córciu to tu codzień nie ma. My może wyglądamy na stare dobre małżeństwo, ale w gruncie rzeczy często mamy sobie wiele do zarzucenia i atmosfera bywa napięta. A Kacek jak to kacek- łagodzi obyczaje ^_^ to prawda!
Buziam, będziemy od środy w domu to pewnie się spotkamy..
Ale to raczej normalne mamuś, nie zawsze jest sielankowo, nie ma tak dobrze.^^ Jednak i tak macie siebie i to jest wspaniałe.:)
Nio, na pewno się spotkamy, już się doczekać nie mogę!!!
Pamiętaj, że jak chcesz Ojca na imprezie to musisz go zaprosić jakimś smsem na przykład ^_-
Nie podoba mi się to! Znów nie mogłam skomentować. Ech. v.v Chyba za głupia jestem. No nic, trzymaj się ciepło i pozytywnie. Pa.
bijuś, ale ostatecznie Ci się udało! b r a w oooo!
Dobrze się bawiłaś u Żanety? Zastanawiam się jak w tym całym "zamieszaniu" odnalazł się Misiek. :} A ja jutro wracam do Szczecina. Spędziłam kilka dni w Poznaniu. Buźka:***
Właśnie, mamuś jak się bawiłaś u córy?:) Mam nadzieję, że się podobało.^^ Miło jest tak spotkać się całą paczką.
A Misiek żyje, jest happy, że mógł sobie z Tobą mamuś pogawędzić.^^
ja tez ciesze się, że moglismy się z miśkiem trochę pokleić i porozklejać ^_- miło córko, generalnie. Nawet lody Ci wyszły. a bijka się nie przyznała, że w Poznaniu się zabunkrowała u swej miłości ;P buziam czule.
Post a Comment