Monday, August 14, 2006

My brothers marriage

Się weseliło w ten weekend.
Gorzów się ze Szczecinem żenił, a powtało z tego urocze dzieciątko, czyli Poznań w rzeczy samej proszę państwa, na dwa mieszkania i królika. Panna pod ramię Chłopca swego wzięła, spełniła rodzinny obowiązek. Przy okazji złapałam "polski" klimat. Trzeba pójść na wesele, żeby poczuć się z powrotem w ojczyźnie, taki był mój wniosek. Przytupywajki i krokiety z barszczem czerwonym to ostra odmiana po hinduskich pop-piszczajkach i przesłodzonych plackach rushi... Uwielbiam hindi-food za chilli. Wszystko co pikantne nie jest mi obce, w odróżnieniu od Pauliny, która wszystko co pikantne od razu brała pod grubą krechę. Co do Polskich klimatów: przytupywać nie potrafię, ale krokiety uwliebiam. Co do hinduskich slubów rzecz sie ma nastepujaco: dwie sale- jedna dla grooma, druga dla beautiful bride. Kiedy ona, warz ze swoim orszakiem niewiast przestąpi próg swej sali, żaden mężczyzna nie ma prawa go przekroczyć. Panna ma przygotowaną swoją lożę, znaczy zestaw krzeseł, na których spoczywa ona i jej swita, a 30% zebranych gosci w promieniu 180 stopni obslizguje ja swoimi fleszami. Reszta elegancko rozsiada sie wokol kilkudziesieciu stolow i czeka az ich obsluza... Kiedy juz zeladki wszystkich zostana obdarzone odpowiednia iloscia chilli i curku, pan mlody laskawie ze swojej sali uroczystym pochodem w ktorym uczestnicza wszyscy zebrani goscie w jego sali, udaje sie do panny mlodej by tam wziac ja w swe ramiona. Co do ramion pewna do konca nie jestem bo musialam nakladac swieze obrusy na nowa uroczystosc weselna, a konwoj weselnych gosci uniemozliwil mi dokonanie szczególowych obserwacji...







Swoją drogą, zastanawiam się kiedy zmienią się nasze zwyczaje. Oczepiny wywlekają z ludzi tyle emocji, a może to alkohol robi swoje wczesniej? Pewnie jedno i drugie. Rytmy disco i przeboje z 68 roku, kiedy mama moja miała lat nascie i wspomienia...

0 comments: