Nie jestem specjalnym fanem futbolu...Największe zdziwienie miałam wracając do domu w dniu pierwszego meczu naszej spaniałej rodzimej reprezentacji, gdy zobaczyłam moją rodzicielkę emocjonującą się przed ołtarzem telewizora. Bo przecież tak trzeba, wypada, ect... Miałyśmy raz z panną Kingą problem z ustaleniem ilości graczy na boisku. Wesoło, wesoło. I te wszystkie promocje! Rodzice Anny kupują hurtem kolę i biedna Anna musi potem stać w kolejce po kolejną darmową szklaneczkę.Przynajmniej mile się wspomina.
Tyle. Resztki z Poznania. Odgrzewane kotlety. W krótce wieści znad Tamizy.
Tyle. Resztki z Poznania. Odgrzewane kotlety. W krótce wieści znad Tamizy.

No comments:
Post a Comment